Polskie Centrum Samochodowych MMO

Powrót do Przeszłości - ToCA Race Driver 2, czyli dalsze zmiany

Producent: Codemasters
Dystrybutor: Codemasters
Data wydania: 13.04.2004 (PC)
Platformy: PC, PS2, XBOX, PSP
Gamerankings: 85,1% (PC)

O drugiej (a tak naprawdę piątej) odsłonie Race Driver gracze mogli usłyszeć w ramach konferencji X03 organizowanej przez Microsoft, co mogło wywołać obawy, że druga odsłona będzie tytułem na wyłączność oryginalnego Xboxa. Podobnie jak poprzednio, Codemasters bardzo wylewnie mówiło o modelu zniszczeń oraz o bogactwie zawartości. Choć parę rzeczy z zapowiedzi się nie sprawdziło, to i tak tytuł spotkał się z ciepłym przyjęciem krytyków i graczy sięgając po najwyższe miejsca na listach sprzedaży oraz trafiając do platynowej serii na Playstation 2 (ponad 400 000 sprzedanych kopii). Jednakże czy drugi Race Driver zniósł lepiej próbę czasu niż jego poprzednik?

Chwilę po utworzeniu profilu lądujemy za kierownicę Forda GT, kończąc wyścig na Laguna Seca. Oczywiście sytuacja, w jakiej nas postawiono, nie daje szans na wysoki wynik i po kilku gorzkich słowach od naszego managera Ricka zaczynamy wspinaczkę po szczeblach kariery. Najpierw by zarobić na bieżące potrzeby, potem by dążyć ku zdobyciu miejsca w kokpicie bolidu Masters Grand Prix, czyli ichniej Formuły 1. W przeciwieństwie do poprzednika dwójka nie sili się na bycie dramatem sportowym, a całość ma znacznie lżejszy charakter, co wyszło tylko na dobre. Już sam fakt, że protagonista jest wiecznie milczący, wypada korzystnie wobec irytującego Ryana McKane’a z jedynki, a przerywniki zasługują tym bardziej na uznanie, że, choć w oczywisty sposób odbiegające od dzisiejszych standardów, nie skłaniają do wykonania piętnastominutowej oczu kąpieli. Nie wspominając już, że relacje Ricka i reszty ekipy są przedstawione w interesujący, a w wielu momentach również zabawny sposób i tak długo jak nie będzie się tej historii głębiej analizować, tak jej śledzenie nie będzie jedynie zapchajdziurą.

Fabuła ta została wpleciona w przemodelowany tryb kariery. Czas pożegnać częściowo otwartą piramidę mistrzostw, a powitać serię kilkudziesięciu następujących po kolei zawodów. Zaczynamy, jak zwykle, od tych mniej prestiżowych i krótkich, a z czasem w coraz dłuższych, za kierownicą coraz szybszych pojazdów, czasem z możliwością wyboru pomiędzy dwiema opcjami. Co rusz będziemy zmieniać samochody, nierzadko diametralnie od siebie różne. Cele z kolei (poza początkiem, gdzie trzeba zdobyć określoną ilość gotówki) będą się opierały o zajęcie konkretnej pozycji, czy to w klasyfikacji, czy to w okolicach konkretnego kierowcy. Brzmi prosto? A takie nie jest. Już pierwsze zawody potrafią stanowić wyzwanie, a w czasie rozgrywki w kilku miejscach poziom trudności skacze na wysokość najwyższych szczytów Alp, dając ciężkie do opanowania auto, a dodatkowo mus do startowania z dalekiej pozycji. Co gorsza, zabrano możliwość dostrajania samochodu na potrzeby wyścigu, pozostawiając ją jedynie w trybie dowolnym. Z drugiej strony wyścigi można do skutku powtarzać, a nawet jeśli nie ma fizycznej możliwości dla spełnienia wyznaczonych celów, możemy się cofnąć do dowolnego momentu.

Zmian nie ominął również model jazdy, choć w tym wypadku powinno się użyć liczby mnogiej, gdyż można wybrać pomiędzy standardowym a symulacyjnym. Wybierając ten pierwszy, doświadczymy dosyć zręcznościowej jazdy, gdzie nie trzeba uważać przy hamowaniu, auta sprawiają wrażenie bardzo lekkich i z miękkim zawieszeniem, a głównym problemem jest łatwa do opanowania nadsterowność. Jakie będziemy mieć z tego, mocno zależą od tego, czym jeździmy, gdyż auta, zwłaszcza te słabsze, przy niskich prędkościach zachowaniem przypominają poduszkowce, lecz już pojazdy DTM, czy supersamochody dają całkiem sporo radości z jazdy. Niestety gra na klawiaturze, pomimo drobnych usprawnień, to wciąż najlepszy sposób, by uczynić grę jeszcze trudniejszą i uwypukla wyżej wspomniane wady. Tryb symulacyjny z kolei symulatora z tytułu Codemasters nie uczyni. Owszem przyczepności jest jakby mniej i łatwiej o bączka na zakręcie, ale przy okazji pozbawia samochody resztki bezwładności. Co więcej, jako że i tak w trybie kariery jeździ się w trybie domyślnym, to ,,symulacja’’ pozostaje jedynie ciekawostką.

W pierwszym Race Driverze wyścigi, za sprawą agresywnego AI, przypominały bardziej regularną bitwę, gdzie pogięte części zalegały tonami na torze i poza nim. W dwójce komputerowi przeciwnicy prezentują mniej bojową postawę. Przywiązują większą uwagę do tego, co się dzieje na torze, chociaż jak mocno zajdziemy im za skórę, to nie obejdzie się bez odpłaty, aczkolwiek takie akcje były rzadsze niż w poprzedniku. Nie zmienia to faktu, że wciąż rozpychanie się łokciami na zakrętach jest wciąż najskuteczniejszą taktyką, bo kar za nieprzepisową jazdę jak nie było, tak nie ma, choć trzeba nieco bardziej uważać, bo samochody szybciej się uszkadzają i mocniej tracą na osiągach na skutek zderzeń i niestety tylko zderzeń. Nie ma mowy o „zarżnięciu silnika” czy wycieczki poza tor zakończonej uszkodzonym zawieszeniem. Wizualnie z kolei na karoserii widać skutki każdego drobnego puknięcia, nie wygląda to tak karykaturalnie, lecz jednocześnie trzeba naprawdę mocno się postarać, by utracić coś więcej niż lusterka.

Pojazdów, którymi możemy pojeździć, jest niecałą czterdziestka, ale nie w ilości jest ich siła, a różnorodności. Oprócz powracających, w pełni licencjonowanych DTM i V8 Supercars z sezonu 2003 znajdziemy tam zarówno klasyki, trochę japońszczyzny, supersamochodów, aut GT bolidów open wheel, a nawet znalazło się miejsce na ciężarówkę i hotroda. Znalazło się również miejsce dla rajdówek i czterech tras rajdowych w Hiszpanii, choć prowadzenie ich nie jest w połowie tak przyjemne, jak w Colinach. Co ciekawe, z tradycyjnych samochodów turystycznych, stanowiących ważną część każdej poprzedniej odsłony ostał się tylko jeden Seat Leon Supercopa. Niemniej dla każdego coś dobrego.

W przypadku torów już tak ciekawie nie jest. W porównaniu do pierwszej odsłony znacznie większy nacisk położono na arenach DTM i V8 Supercars z Hockenheimring, Bathurst i Phillip Island dodając trochę innych torów: zarówno tych tradycyjnych (z Road America, Laguna Seca i Kyalami na czele), owalnych, jak i tych rallycrossowych i wspomnianego rajdu Hiszpanii. Można wybaczyć brak kilku mocnych punktów poprzednika takich jak Monza, czy Fuji, bo tras suma sumarum jest więcej. Zdecydowanie gorsze jest to, że gra często nie wykorzystuje swojej różnorodności. Nie można już tak jak poprzednio wysłać (prawie) każdego auta na (prawie) każdy tor. Niektóre z nich ledwo zaznaczają swoją obecność w jednej serii wyścigowej, podczas gdy Laguna Seca, czy uliczna trasa w Michigan jest obecna prawie wszędzie, co daje się w znaki szczególnie w końcowej części kariery. Zniknął również wybór warunków atmosferycznych. Jazda po mokrej nawierzchni umożliwiona jest jedynie na paru torach. Z drugiej strony, na plus – Możliwość zasymulowania całego sezonu DTM i V8 Supercars łącznie z uwzględnieniem tego, że na jedną rundę składa się kilka wyścigów. Mała rzecz, a cieszy.

Oprawa graficzna omawianego tytułu niespecjalnie zachwyca, a momentami bywa nawet brzydka. Brak filtrowania tekstur i wygładzania krawędzi kuję w oczy jeszcze mocniej niż w poprzedniku, dając mocno ziarniste wrażenie. Samochody wyglądają w porządku, lecz zniknęły animowane zegary we wnętrzu, zostawiając jedynie czarną deskę rozdzielczą. Tekstury malowań również pozostawiają trochę do życzenia. Podobnie jak otoczenie poza torem, które na niektórych trasach wygląda ładnie, ale na innych wręcz gorzej niż w poprzedniczce z naciskiem na roślinność. Co gorsza, gra utraciła efekt rozmazania przy wysokich prędkościach, który w subtelny sposób zwiększał poczucie prędkości. I to nie jest kwestia tego, że gra jest brzydka, bo od premiery minęło półtorej dekady. Wydane w podobnym czasie Gran Turismo 4, czy Project Gotham Racing 2 wyglądają lepiej, nie wspominając już o pierwszej Forzie Motosport, czy GTR od Simbin. 

Z dźwiękiem również nie jest za różowo. Zawodzą odgłosy silników. Brzmią płasko, niezbyt dynamicznie, a momentami przypominają w brzmieniu bardziej odkurzacz niż podwójnie uturbioną V-szóstkę XJ220, czy V12 quad turbo Forda GT90. Reszcie odgłosów na trasie nie mam wiele do zarzucenia. Muzyka to raptem parę kawałków, które przygrywają w menu, ale nie przeszkadzają. Ciekawie natomiast rozwiązano sprawę polskiej wersji językowej. Cutscenki są bowiem spolszczone kinowo i mamy okazję słuchać oryginalnych aktorów ze świetnym Tomem Cotcherem w roli Ricka na czele. Podczas wyścigu głosem naszego mentora jest Janusz Wituch, który niestety głównie irytował czerstwymi, powtarzalnymi tekstami.



Toca Race Driver 2 nie jest łatwą grą w ogólnej ocenie. Pod wieloma względami obrał dobry kierunek w rozwoju serii. Ciężko nie przeoczyć, że potykając się, odrobinę zboczył z kursu. Nowy tryb kariery jest linowy, choć wspaniale oddaje bogactwo rodzajów wyścigów i daję przyzwoitą historię. Poprawiono model jazdy i poczyniono krok w stronę symulacji, chociaż podtytuł ,,The Ultimate Racing Simulator’’ trzeba brać w duży cudzysłów. Nie poradzono sobie do końca też ze sferą wizualną i dźwiękową. Konkluzja będzie chyba identyczna jak w przypadku poprzedniej recenzji. Można zagrać, można się przy tym zupełnie dobrze bawić, choć trzeba mieć na uwadze fakt, że nawet wtedy były lepsze gry.

Grywalność: 8

Grafika: 5

Audio: 6

Ogólna ocena: 7/10

Plusy:

  • Duża różnorodność samochodów
  • Niezła fabuła
  • Poprawione AI i model zniszczeń
  • Sporo tras
  • Dwa modele jazdy

Minusy:

  • Z czego ten symulacyjny niedopracowany
  • Skoki poziomu trudności
  • Przeciętna oprawa graficzna
  • Dźwięki silników
  • Niewykorzystana różnorodność tras

 

 

 

Powyższa recenzja jest trzecim artykułem przedstawiającym losy serii ToCA. Następnym będzie recenzja ToCA Race Driver 3

Powrót do Przeszłości: ToCA Race Driver ––––––––> Powrót do Przeszłości: ToCA Race Driver 2 ––––––––> Powrót do Przeszłości: ToCA Race Driver 3