Polskie Centrum Samochodowych MMO

Powrót do Przeszłości - Flatout 2 - Król destrukcji jest tylko jeden!

Witam. W trzeciej już recenzji z cyklu Powrót do Przeszłości zrecenzuję grę którą wy osobiście wybraliście. Rywalizacja była zacięta, ale ostatecznie przewagą jednego głosu wygrał Flatout 2. Nie przedłużając, zapraszam do czytania.

Producent: Bugbear Entertainment
Dystrybutor: Empire Interactive
Data wydania: 29.06.2006
Platformy: PC, PS2, XBOX, PSP (jako Head On)
Metacritic (PC): 76/100

Po wypuszczeniu dwóch pierwszych części Destruction Derby i trzech gier z serii Carmagedon, czyli pionierów destrukcji zza kółka, wśród gier wyścigowych nastawionych na zniszczenie zapanowała posucha. Przynajmniej na PC, bo na konsolach dość szybko zameldował się Burnout od Criterionu i kolejne części Destruction Derby, ale gracze pozbawieni tego rodzaju sprzętu mogli przelać swoje rządze najwyżej wjeżdżając na pełnym gazie w kuper przeciwnika w Toca Race Driver. Lukę tę wykorzystało fińskie studio Bugbear Entertainment wydając pod koniec 2004 roku Flatouta - grę w której wyścigom towarzyszą nieustanne kraksy, a na dodatek można uczestniczyć w  specjalnych zawodach, w których wystrzeliwujemy naszego kierowcę w celu zdobycia jak największej ilości punktów w przeróżnych konkurencjach. Gra została przyjęta przez graczy i krytyków całkiem ciepło, co zaowocowało pojawieniem się drugiej części gry, o której dzisiaj będzie mowa.

 

Pierwsze wrażenie jednak nie nastraja zbyt pozytywnie. Okienko konfiguracyjne i przeciętnej jakości intro nie daje wrażenia, że mamy do czynienia z produktem wysokiej jakości. Wystarczy jednak uruchomić jakikolwiek wyścig by rozpoczął się istny festiwal destrukcji, a na twarzy zagościł szeroki banan. Model jazdy bowiem jest bardzo przyjemny, wręcz bliski ideału. Zręcznościowy, ale przy tym wiarygodny i, co najważniejsze, czuć że prowadzimy samochód. Co prawda dość sporo wybacza, ale na zakrętach trzeba liczyć się z faktem, że jeśli się przeszarżuje, to może postawić bokiem, a nawet tyłem. Zwłaszcza jeśli się jedzie na żwirze, a prowadzonym samochodem jest tylnonapędowa bestia. Na uwagę zwraca również praca zawieszenia, gdyż nawet najechanie na niewielką nierówność potrafi wytracić kontrolę nad pojazdem, a w rezultacie doprowadzić do dachowania, tudzież poprowadzenia na najbliższą twardą przeszkodę terenową.

Tym, co jednak czyni te wyścigi takimi wyjątkowymi jest bez dwóch zdań model zniszczeń. Powiem więcej, bije na głowę nawet ten z ówczesnych gier Codemasters. Zakres ran, jakie może otrzymać samochód w wyniku zderzenia jest zaiste szeroki: od rys i małych wgnieceń, po odpadające drzwi, zderzaki, maski, wydechy i koła, skończywszy na poważnych zmianach w geometrii samochodu, a temu wszystkiemu towarzyszą soczyste reakcje reszty pojazdu, wielu malutkich fragmentów, które jeszcze chwile temu były częscią auta, a w skrajnych wypadkach wypadnięcie kierowcy przez przednią szybę (pamiętajcie drodzy czytelnicy o zapinaniu pasów w czasie jazdy). Naprawdę ciężko się w takiej sytuacji nie uśmiechnąć.

 

Trzonem produkcji jest kariera, która jest dosyć standardowym od zera do bohatera. Bierzemy udział w kolejnych turniejach, w trzech ligach (i później wielkim finale), przeplatając je zawodami na arenie, derbami demolki, czy wyczynami, zbieramy pieniądze, kupujemy i tuningujemy kolejne samochody i przeobrażamy się z biedaka z ledwo domagającym szrotem w garażu, w krezusa dysponującego wozem wprost z salonu, dodatkowo wyposażonym we wszelkie modyfikacje. Generalnie do tego elementu nie mam się specjalnie jak przyczepić. Kariera spełnia swoją rolę w odpowiedni sposób, ma dobrze zbalansowany poziom trudności i buduje wrażenie postępu. Jedyne do czego można mieć zastrzeżenia to fakt, że po dłuższym czasie potrafi nieco znużyć.

 

Wyścigi w tej grze są krwawe, brutalne i emocjonujące. Oczywiście najważniejsze to dojechać jako pierwszy do mety, ale po drodze oczywiście można, nawet jest to wskazane siać zamęt i spustoszenie na trasie rozwalając oponentów i otoczenie. Liczba elementów otoczenia, które da się zniszczyć jest naprawdę imponująca. Od pachołków, przez płoty rusztowania i latarnie, kończąc na zaparkowanych samochodach, czy awionetkach. W ten sposób zdobywamy dodatkowe nitro, a dzięki temu, że te przedmioty nie są przytwierdzone do podłoża mogą w znacznym stopniu zmienić wrażenia płynące z jazdy, co czyni każde okrążenie nieco innym. Co do przeciwników, to warto wspomnieć, że każdy z siedmiu kierowców charakteryzuje się własnym stylem jazdy i umiejętnościami, przez co nie zabraknie w stawce ścigantów agresywnych, dążących po wrakach do celu, ani perfekcjonistów, którzy z argumentu siły korzystają rzadko. Na zakończenie każdego wyścigu otrzymujemy gotówkę za obrażenia zadane przeciwnikowi oraz wyłaniani są kierowcy, którzy osiągnęli najszybsze okrążenie, czy wywołali najwięcej szkód.

 

Derby demolki i wyczyny zasługują na oddzielny akapit. To pierwsze to klasyka – zawody na arenie polegające na zmasakrowaniu oponentów, dbając o to, żeby samemu nie zostać zmasakrowanym. Aczkolwiek zwycięzcom nie zawsze musi zostać ostatni żywy zawodnik, gdyż punkty otrzymuje się tutaj przede wszystkim za zadawane obrażenia. Wyczyny to rozwinięcie pomysłu z poprzedniej części. Zasiadając za kierownicą rakietowego samochodu rozpędzamy się po określonej trasie, a osiągając jej koniec wystrzeliwujemy kierowcę przez przednią szybę. Tak wygląda początek każdego z dwunastu różnych konkurencji. Skoki wzwyż, po kręgle, curling, czy takie fanaberię jak chociażby puszczanie kaczek. Powiedzcie, w jakiej grze można spotkać coś podobnego? Po wystrzeleniu nieszczęśnika sterujemy nim w taki sposób, aby osiągnąć określony cel, jednakże każda korekta przyśpiesza bolesne spotkanie postaci z ziemią. Minigry te już same w sobie są bardzo ciekawe i pozwalają spędzić miłe chwilę podczas jakieś krótkiej przerwy, jednakże rumieńców nabierają dopiero jak do gry zaprosimy jeszcze kilka osób. Wówczas nim się obejrzymy, z naszego życiorysu znikną nie minuty, a godziny. Coś wspaniałego…

Programiści z Bugbear dali nam do dyspozycji 34 – oczywiście nielicencjonowane - maszyny (nie licząc specjalnych) podzielone na trzy klasy: Derby - przywrócone domowymi sposobami do życia wraki o wytrzymałości Toyoty Hilux; Wyścigową – używane samochody poddane wyścigowym modyfikacjom oraz uliczną, w której znajdują się bardzo szybkie samochody, ale też tak samo kruche. Grupą dominującą są tutaj muscle cary, ale znajdzie się też miejsce dla terenówek, kompaktów, czy też aut o nadwoziu coupe. Może wachlarz samochodów nie powala, ale i tak stoi on znacznie wyżej od tego z recenzowanego poprzednio Juiceda, ponieważ tam każdy samochód różni się od siebie. Różnice między klasami i napędzanymi osiami są więcej niż zauważalne. Każdy z tych wozów można poddać również wszelakim mechanicznym modyfikacjom. Mimo że nie ma ich zbyt wiele, to każda modyfikacja ma wpływ na to, jak auto się prowadzi.

 

Teraz kilka słów o trasach po których będzie nam dane jeździć. Twórcy zaserwowali nam kilka różnych środowiskach takich jak las, pola, czy miasto oraz zamknięte areny, w oddzielnym trybie, a w nich od trzech do sześciu różnych wariantów tras. Daje nam to całkiem pokaźną liczbę tras, lecz tu niestety dochodzimy do jednej z nielicznych wad tej produkcji. W obrębie tego samego terenu odnosi się wrażenie, że wiele fragmentów tras się powtarza, co powoduje, że pod koniec kariery pojawia się uczucie deja vu. Jednakże i tak jazda po tych trasach to istna przyjemność. Przeszkody terenowe, zdradzieckie zakręty, odnogi, skróty skocznie, bardzo duża ilość zniszczalnych obiektów, o których pisałem kilka akapitów wcześniej. Tak można w skrócie je podsumować.

Gra została wydana z myślą o sprzęcie szóstej generacji konsol i nie da się ukryć, widać to. Gra graficznie przegrywa chociażby z wydanym kilka miesięcy później Motostormem na PS3. Nie zmienia jednak to faktu, że i tak prezentuje się jak na ten rok co najmniej dobrze, a i dzisiaj można grać bez większego skrzywienia. Może i niektórym obiektom przydałoby się tych kilka polygonów więcej, a niektóre tekstury trącą troszkę myszką, ale to wszystko jest nieco maskowane żywymi, jaskrawymi kolorami, co czyni stylistykę wręcz wakacyjną dzięki czemu tytuł zestarzał się z godnością.

 

O ile pod względem graficznym Flatout 2 jest bardzo dobry, to w sferze audio po prostu nie ma sobie równych! Odgłosy samochodów, otoczenia i zderzeń stoją na wysokim poziomie, ale ścieżka dźwiękowa to istny majstersztyk. Nie jest może zbyt rozległa, to w końcu tylko około 25 utworów obejmujących głównie rock i metal, jednakże wśród nich nie ma ani jednej fałszywej nuty. Każdy utwór pasuje jak ulał do dynamicznej, zwariowanej rozgrywki. A czego możemy słuchać? Rob Zombie, Rise Against, Audioslave – to tylko niewielka część zespołów, a ich kompozycje nie nudzą nawet za dwudziestym razem. Mało która gra potrafi coś takiego...

I tak oto się gra prezentuje. Jak powiedziałem na wstępie to jest bez wątpienia jedna z najlepszych, jeśli nie najlepsza gra wyścigowa z destrukcją na pierwszym planie oraz jedna z lepszych zręcznościówek ostatnich lat. Praktycznie nic tutaj nie zawodzi, a na każdą łyżkę dziegciu przypada kilka beczek najlepszej klasy miodu. Każdy fan arcadeowych wyścigów powinien chociaż raz w to zagrać, przy czym ku temu jest teraz świetna okazja, bo produkt można nabyć teraz za grosze. Będą to z pewnością świetnie wydane pieniądze.

Grywalność: 9

Grafika: 8

Audio: 10

Ocena końcowa: 9,5/10

Plusy:         

  • Radość z prowadzonej destrukcji
  • Mnogość trybów rozgrywki
  • Świetny Model jazdy
  • Model zniszczeń!
  • Całkiem dobra grafika
  • Soundtrack!
  • Można by było wymieniać do rana

Minusy:       

  • Yyy… 
  • Ten, no…   
  • Przy dłuższym graniu potrafi nieco znużyć

Komentarze

Obrazek użytkownika olosagaris
Mi bardziej do gustu przypadła Apokalipsa, czyli odświeżona wersja dwójki. Nie jedną noc nie przespałem nabijając punkty :D