Polskie Centrum Samochodowych MMO

Powrót do Przeszłości - Colin McRae: DiRT 2 - Umarł Colin, niech żyje DiRT!

Producent: Codemasters
Dystrybutor: 
Codemasters
Data wydania: 04.12.2009 (PC)
Platformy: PC, 
X360PS3, PSP Wii, DS.
Metacritic: 89/100

15 września 2007 roku jest bez wątpienia czarnym dniem dla wszystkich fanów rajdów, gdyż to właśnie wtedy w katastrofie śmigłowca zginęła legenda rajdów – Colin Mcrae. Wiele osób z tego się powodu zastanawiała nad przyszłością serii autorstwa Codemasters sygnowanej nazwiskiem zmarłego mistrza, zwłaszcza że ostatnie dwie części Colin Mcrae Rally 2005 i Colin Mcrae DIRT (W USA zwany po prostu DIRT’em) zaczęły pomału odchodzić od stylu rozgrywki znanego z pierwszych odsłon. Przeszło rok trzeba było czekać na kolejne oficjalne informacje na temat następcy, przy czym potwierdzono informację o umieszczeniu nazwiska Latającego Szkota w jego tytule. Jak się później okazało po raz ostatni. Niedługo później pokazano pierwsze materiały, na których było ewidentnie widać dalszy marsz z rajdów w kierunku szeroko pojętego off-roadu, co kazało się zastanowić nad słusznością tytułu. Nie przeszkodziło to jednak grze w zdobywaniu uznania graczy i recenzentów i teraz, po ponad siedmiu latach od premiery sprawdzamy, jak się trzyma ostatni Colin.


Rzadko kiedy poruszam temat menu głównego, bo i po co opisywać miejsce, które jest potrzebne głównie do zmiany ustawień i przejściu do kolejnych aktywności i ewentualnie wczuciu się w klimat. Tutaj jednak gracz od pierwszych chwil obcowania z tytułem chłonie tę młodzieżową atmosferę gry. Zamiast tradycyjnych tabelek przenoszących nas do kolejnych opcji mamy wnętrze kampera, po którym poruszamy się wybierając kolejne opcje, a wychodząc z niego, trafiamy na tętniący życiem park maszynowy na którym m.in. możemy przejrzeć nasze pojazdy. Z megafonów puszczana jest muzyka, a od czasu do czasu swoje trzy grosze wtrąca prowadzący. To wszystko daje poczucie bycia na jakieś większej imprezie rajdowej. Wszystko jest naturalne i ze sobą zgrane, a co więcej, przejścia między kolejnymi pozycjami są szybkie i nie irytują. Jedno z najlepszych głównych menu, jakie kiedykolwiek widziałem.

 


Najwięcej czasu będziemy siedzieć jednak przy mapie. To z niej możemy wybierać kolejne wyścigi do przejechania i co jak co, ale na brak różnorodności dyscyplin narzekać nie możemy. O ile w pierwszej części rajdy wciąż stanowiły największą część gry, a reszta była tylko dodatkiem to tutaj rajdy zostały sprowadzone do pojedynczych odcinków specjalnych. Tradycyjne rajdy i konieczność naprawy podzespołów odeszła w niebyt. Odbyło się to oczywiście kosztem zwiększenia wagi innych konkurencji – rallycrossu, landrush’u, czyli wyścigów po otwartych lub zamkniętych torach za kierownicą terenówek wziętych jakby z Dakaru, wyścigów aut typu Baja oraz osiągających niebotyczne prędkości (ponad 250 km/h. Na szutrze!), ekstremalnych Trailblazerów. Koniec końców każda dyscyplina jest traktowana mniej więcej po równo i chociaż wiele fanów serii narzekało na ,,hamburgeryzacje’’ Colina, to gra pompuje adrenalinę, jak mało która. Wyścigi, choć nie najdłuższe, to na pewno bardzo emocjonujące. Nawet przy względnie ciężkich samochodach terenowych jest dynamicznie, a poczucie prędkości, jakie towarzyszy przy Rallycrossie i zwykłych rajdach nie mówiąc o Trailblazerze jest po prostu świetne. Przeciwnicy, zwłaszcza na wyższych poziomach trudności, łatwo za wygraną nie dają, bywają agresywni, ale nie do przesady i wymuszają na nas maksymalną koncentrację, gdyż jakikolwiek poważniejszy błąd eliminuje nas z walki o podium, a w skrajnych wypadkach z wyścigu. Możemy tylko wtedy podziwiać, jak nasz pojazd płynnie się gniecie i odpadają z niego części. Pod tym względem jeszcze żadna wydana gra spoza Codemasters nie przebiła DIRT’a 2. Sposób, w jaki auto się odkształca po każdym kontakcie z barierką lub innym samochodem sprawia, że aż samemu chce się go celowo rozbić. Jak się już jednak napatrzymy, zawsze możemy cofnąć czas i naprawić swój błąd, co czyni grę zdecydowanie mniej stresogenną, a gracze, którzy brzydzą się takimi zagrywkami, zawsze mogą ich ilość zmniejszyć poprzez zwiększenie poziomu trudności.

 


Co do przeciwników, oprócz tego, że potrafią dać w kość, to nie są przy tym anonimowymi postaciami, z którymi zetkniemy się tylko raz. Każdy z nich ma różne samochody na różne okoliczności w różnych malowaniach, każdy z nich specjalizuje się w czymś innym, a spośród nich wyróżnia się siódemka tzw. gwiazd. W przeciwieństwie do reszty kierowców zwracają się do nas po imieniu (mała rzecz, a cieszy), reagują na nasze poczynania na torze, pocieszają nas po zawalonym wyścigu, tudzież kraksie (chociaż czasami ich gadanie może uniemożliwić cofnięcie czasu – mała rzecz, a irytuje) i nawet rozmawiać między sobą w czasie wyścigu. A jeśli zaimponujemy im dobrymi wynikami, będziemy mogli wziąć z nimi udział w wyścigach grupowych. Jednakże dwóch kierowców zdecydowanie tutaj wysuwa się przed szereg: Ken Block i Travis Pastrana. To przede wszystkim oni będą trzymać pieczę nad naszą karierą i to oni są przedstawieni jako główne rajdowe autorytety i muszę przyznać, że mam co do tego mieszane uczucia. Zwłaszcza w tym pierwszym wypadku, ale koniec końców, w ogólnym rozrachunku odczucia z tego są bardzo pozytywne i daje to niezłe złudzenie bycia częścią przyjaźnie nastawionej do ciebie społeczności.

 


Gry wyścigowe ze stajni Codemasters od zawsze słynęły ze świetnie wyważonego zręcznościowego modelu jazdy: wystarczająco przystępnego, by można było bezstresowo grać nawet na klawiaturze, ale też i wiarygodnego, z lekką nutą realizmu, dzięki czemu podpinanie do komputera kierownicy wciąż miało sens. Nie inaczej jest też w tym wypadku, być może nawet jeszcze troszeczkę lepiej. Auta prowadzą się wręcz wspaniale. Czuć masę pojazdów, czuć utratę przyczepności na nieutwardzonej nawierzchni, a wzbicie się w powietrze na hopce pod nieodpowiednim kątem może mieć fatalne skutki, jednakże zapanowanie nad trzystukonną rajdówką nie jest tak trudne jak chociażby w nieco już zapomnianym WRC Rally Evolved od Evolution Studios i jazda w DIRT 2 to sama przyjemność. Satysfakcjonująca zarówno dla graczy niedzielnych, jak i starych wyg, co nie jeden OS pokonali.

 


Skoro mamy już omówione jak się jeździ, to przejdźmy do tego, czym się jeździ. Na pierwszy rzut oka nie wygląda to najlepiej. Liczba samochodów oscyluje w okolicach trzydziestu, a obok Imprezy, czy Lancera występuje Nissan 350Z, Mitsubishi Eclipse, czy Pontiac Solstice, czyli samochody, które z rajdami się zbytnio nie kojarzą. Ponadto ich statystyki są przedstawione w dziesięciostopniowej skali zamiast normalnych danych o przyśpieszeniu, mocy itp. Doskwiera również brak obecnych w pierwszej części klasy S1600, ciężarówek i aut pikes peak. Jednakże to nie ilością DiRT stoi, a różnorodnością. Tradycyjne samochody można dostosować do rallycrossu i trailblazera (pewne pocieszenie po braku Pikes Peak, ale mimo wszystko szkoda.), a oprócz tego mamy jeszcze terenówki T1 z Racing Lancerem i Hummerem H3 na czele, półciężarówki mniej lub bardziej zmodyfikowane i w końcu buggy. Każda klasa to kompletnie odmienny sposób prowadzenia, a i różnicę wewnątrz nich są zauważalne, pomimo, że to nie jest w żadnym wypadku symulacja. Ponadto, wzorem poprzednich gier serii, można lekko modyfikować samochody pod kątem twardości zawieszenia, prześwitu, czy skoku biegów.

 


Wróćmy do mapy, czyli menu wyboru wyścigów, a przy tym centrum kariery. Zaczynamy ją z Imprezą Colina Mcrae z X-Games i ledwie trzema lokacjami do wyboru: Chorwacją, Marokiem i Londynem, jednakże ta lista szybko zacznie się powiększać poprzez zdobywanie kolejnych poziomów doświadczenia, a te z kolei zdobywa się za kolejne występy w krótkich seriach wyścigów. Mamy przy tym całkowitą wolność i nic nie stoi na przeszkodzie, by marginalizować, a nawet całkowicie wykluczać niektóre dyscypliny kosztem reszty. Przykładowo, pierwszy pojazd klasy Trophy Truck kupiłem dopiero pod koniec głównej kampanii, żeby móc wziąć udział w X-Games. Są to zawody niejako wieńczące dany etap kampanii, w których zamiast tradycyjnego zbierania punktów mamy system pucharowy w trzech kolejnych konkurencjach. Pod koniec kariery otrzymujemy również dostęp do World Tour, czyli mistrzostw w danej kategorii, a to tylko część z udostępnionych atrakcji. Zatem pomimo tego, że nie ma takich możliwości zarządzania jak w GRID-zie, to i tak na brak rzeczy do roboty narzekać nie można, a moment, kiedy dopada znużenie, następuje bardzo późno.

 


Mówiąc o miejscach, po których będziemy jeździć ciężko się jednak wyrażać w superlatywach z jednego, prostego względu: Jest ich za mało. Owszem każda z nich co prawda jest bardzo dobrze zrobiona, ładna wizualnie i ciekawie zaprojektowana, a te do wyścigów od A do B posiadają nawet rozwidlenia, ale nie zmienia to faktu, że jest ich za mało. Trzy odcinki rajdowe to w zasadzie jedna trasa, tylko odpowiednio pocięta. Z rallycrossem jest nieco lepiej, ale i tak mamy do czynienia z najwyżej trzema trasami na trzy regiony: Londyn, Los Angeles i Tokio, a apogeum skąpstwa przypada na Utah, które posiada dosłownie jedną (!) trasę, tylko w wersji normalnej i odwróconej i to do Trailblazera! Całe szczęście różnorodność dyscyplin wynagradza te braki z nawiązką i tego niedoboru szybko nie zauważymy.
DiRT 2 był jedną z pierwszych gier, która wykorzystywała będący dziś standardem DirectX 11, więc jeśli w dniu premiery byłeś szczęśliwym posiadaczem jednego z nowych wówczas Radeonów, mogłeś cieszyć się grą w pełnej krasie i zdecydowanie było czym się zachwycać. Wszystko począwszy od modeli i tekstur, przez odbicia i cienie, a kończąc na efektach cząsteczkowych wyglądało obłędnie, a i dzisiaj potrafi zauroczyć. Wszystko to zostało jeszcze podlane żółto-beżowym filtrem, który do tej gry pasuje jak mało co i zatrzymał nieco upływający czas. Moment, kiedy wjeżdżamy rozpędzoną rajdówką w kałużę, a rozbryzg wody miesza się z pyłem i brudzi przednią szybę, kompletnie zasłaniając pole widzenia wciąż zachwyca i powoduję przerażenie. Krajobrazy również wyglądają świetnie i aż chce się po skończonym wyścigu obejrzeć powtórkę i podziwiać widoki. Jeśli po przeszło siedmiu latach od premiery oprawa wciąż potrafi wywołać takie emocje, to nie ma lepszego argumentu za przyznaniem maksymalnej oceny za grafikę.

 


Żeby nie było, że tylko graficy się postarali, to i warstwa audio jest więcej niż bardzo dobra. Silniki brzmią odpowiednio wyraziście i brutalnie i są zaledwie szczebel niżej od niepokonanej do dziś serii Shift. Większych zastrzeżeń też nie mam do dźwięków stłuczek i środowiska, a i polski dubbing jest niezgorszy i nie przyprawia o bóle głowy. Muzyka, która nam przygrywa w kamperze i podczas powtórek to głównie różne odmiany rocka, zarówno tych mniej (Blakfish), jak i trochę bardziej znanych (Bloc Party, czy Queens of the Stone Age). Tworzą one wspaniałą mieszankę, która idealnie dopełnia młodzieżowego klimatu drugiego DiRT’a. Gdyby walczyła ona ze ścieżką dźwiękową Flatouta 2, to owszem, przegrałaby, ale dopiero na punkty, przy czym zwycięzca i tak nie byłby jednoznaczny.


Colin McRae: DiRT 2, jest świetny. Samochody prowadzą się świetnie, wyścigi i rajdy są emocjonujące, kariera zapewnia dziesiątki godzin zabawy, a grafika i audio to miód na oczy i uszy, a jedynym poważniejszym mankamentem wydaje się niedobór tras. Z drugiej strony jednak gra nieco polega jako hołd dla śp. Colina McRae. Jeszcze bardziej oddaliła się od korzeni serii, a charakter produkcji stał się dużo bardziej amerykański i młodzieżowy. Nawet pomimo faktu, że gra się stara i wspomina o zmarłym mistrzu dość często. Długo biłem się z myślami co do oceny gry, dlatego też pod spodem widnieje taka ocena, a nie inna. W każdym razie, jeśli jeszcze jej nie zakosztowaliście, to naprawdę warto.

Grywalność: 9

Grafika: 10

Audio: 9

Ocena końcowa: 9-9,5/10

Plusy:

·         Świetnie wyważony model jazdy

·         Emocjonująca, ale i niefrustrująca

·         Mnogość dyscyplin

·         Nieliniowy tryb kampanii

·         Wygląd

·         Oprawa dźwiękowa

·         Klimat

Minusy:

·         Trochę za mało tras

·         Niepotrzebne uproszczenia w pewnych aspektach

·         Gra powinna się tak naprawdę nazywać Block&Pastrana: DiRT 2