Polskie Centrum Samochodowych MMO

Grozononkus 2 - wywiad ze zwycięzcą

Grozokonkurs II

Za nami druga edycji Grozokonkursu - zawodów wymyślonych, prowadzonych i sponosrowanych przez gracza adamsky73.  Tym razem zwyciężyć udało się Siemkinsowi i to z nim przeprowadzono wywiad podsumowujący tę imprezę, który znajdziecie w rozwinięciu newsa. Dodatkowo, w ramach bonusu zapis video z finału Grozo 2, gdzie działo się co niemiara. Zapraszam serdecznie na wywiad oraz pamiątkowe nagranie. 

Zapisując się do Grozostrady 2 od samego początku ukierunkowywałeś swoje działania ku temu, aby zgarnąć główną nagrodę, czy może stawiałeś na samą frajdę z jazdy?

Chyba jak każdy biorący udział w zawodach chciałem je wygrać. Pierwszym i najważniejszym krokiem do osiągnięcia tego celu było zakwalifikowanie się do finału. W sumie okazji ku temu było aż 5, mnie się udało za 4tym podejściem. Na pierwszą trochę zaspałem, druga miała być moja, ale sprawy się pokomplikowały, a w dodatkowej rundzie 2 etapu prześcignął mnie Galapagos, na co już nie mogłem odpowiedzieć przez problemy techniczne związane z brakiem Internetu. Trójkę odpuściłem, bo za Subaru nie przepadam, a poza tym miałem mieć już wcześniej zapewniony awans. Jako, że 5ta trasa zapowiadała się na szutrze, gdzie nie czuję się w TDU 2 zbyt pewnie, pozostała mi ostatnia szansa w 4 rundzie, którą wykorzystałem.

Długo nie myślałem o finale, bo 4 tygodnie moje myśli zajmowały etapy z fazy eliminacyjnej i podczas gdy niektórzy już ćwiczyli trasę finałową, ja starałem się zakwalifikować. Jeśli już startuję, to staram się dać z siebie wszystko. Podobnie było i tym razem – nie zamierzałem odpuszczać.

Czy wybór Koenigsegga CCXR na finałowy wyścig był trafnym wyborem?

Moim zdaniem tak. Do końca w sumie nie było wiadomo, czy dopuszczone zostaną auta z DLC, dlatego od początku wybrałem taki samochód, którego nie musiałbym zmieniać za 5 dwunasta i na nowo uczyć się trasy. Koledzy trenowali zazwyczaj w Ferrari FXX Evoluzione, które było wyborem bezpiecznym, ale wolnym przy zestawieniu z Koenigseggiem. Jasne było dla mnie, że jeśli opanuję CCXR, to z Ferrari będę się widział 2 razy – w lobby i na starcie.

Veyrony były dobrą alternatywą, ale jak dla mnie zbyt nieprzewidywalną. Co innego trening na luzie na dystansie 2-3 okrążeń, co innego wyścigowy stres na pełnym dystansie, wiec uznałem, że to nie najlepszy wybór. Zondą Cinque szybko się rozczarowałem, bowiem w najbardziej newralgicznych punktach dawała ciała i choć przyspieszenie miała dobre, prowadzenie niezłe, to z lądowaniem zupełnie sobie nie radziła. Gumperta odrzuciłem po 1 okrążeniu testowym – skakał świetnie, ale prowadzić w tempie wyścigowym się nie dawał. Sprawdziłem wszystkie pojazdy, z McLarenem i Ariel Atomem włącznie, ale żaden nie dawał takich wyników i względnego bezpieczeństwa co Koen.

Przygotowywałeś się mentalnie do finałowego wyścigu?

Tak. Nie chciałem popełnić błędu z pierwszej edycji, gdzie czas przeznaczony na treningi wykorzystywałem na wszystko, tylko nie na szkolenie swoich umiejętności. W konsekwencji fartem zmieściłem się na podium, ale o wyższym niż 3 miejsce mogłem zapomnieć. Tym razem początkowo pojeździłem z innymi finalistami i znajomymi treningi, obserwowałem jak pokonują tę trasę, jakie osiągają wyniki, jakimi autami jeżdżą, zaś potem coraz częściej spędzałem czas na treningu indywidualnym. Najpierw biegi próbne i ćwiczenie „czasu otwarcia”, by ostatecznie przenieść się do edytora wyzwań, gdzie stworzyłem sobie pętlę wokół krateru, która pokrywała się z trasą finałową i ćwiczyć na dłuższych dystansach, najpierw 6, potem 12 okrążeń. Jakiś tydzień przed finałem wyjechałem na parę dni z Zielonej Góry, ale zabrałem ze sobą komputer, by chociaż raz dziennie poświęcić te 30 minut na trening i nie wyjść z formy, która stale wzrastała.

Jak opiszesz sam wyścig i Twoją heroiczną jazdę po 1 miejsce?

Wyścig świetny, bo udany dla mnie. Z drugiej strony emocje chodziły za mną cały dzień i nawet poranny trening mnie nie uspokoił. Czekałem z niecierpliwością na wieczór, ale godziny wlekły się niemiłosiernie.

Znane były już doskonale moce Adamskiego, który przyciąga deszcz niemal na zawołanie. Rozumiem zbiegi okoliczności, nawet te bardziej naciągane, ale nie przypuszczałem, że i tym razem przyjdzie nam się ścigać w deszczu. Tradycji stało się jednak zadość i pojawienie się Adama poskutkowało ulewą i solidną burzą. Prawdę mówiąc, to deszcz rozdał karty w tym wyścigu, ja jedynie pomogłem sobie wcześniejszymi treningami i byłem przygotowany na różne warianty. Koenigsegg na wodzie spisywał się nieźle, na pewno lepiej, niż zrobiłaby to Zonda i jak się okazało lepiej także od Veyrona Super Sporta.

Mówiąc w skrócie: początek wymarzony, następnie głupi błąd i spadek o parę pozycji. Niebo się zaciąga, zaczyna padać, robi się ślisko, auta tracą przyczepność, w konsekwencji czego wszyscy zaliczają mniejsze lub większe przygody. Alan traci 1sze miejsce, ja walczę z Michauem o pozycję lidera. Michau popełnia błąd, moja przewaga wzrasta do kilkunastu sekund i na parę okrążeń do mety moim jedynym zadaniem jest dowiezienie pierwszego miejsca. Pozornie prosta sprawa, ale wówczas najłatwiej o dekoncentrację.

Czy podczas trwania wyścigu straciłeś wiarę w możliwość uzyskania dobrego wyniku?

Tak, zaraz po moim niewymuszonym błędzie. Na szczęście równie szybko przypomniałem sobie, że trasa jest cholernie nieprzewidywalna, do mety pozostało jeszcze 2/3 dystansu, więc jeszcze niejedno może się wydarzyć. Przed każdą hopką w głowie miałem batalię myśli i po cichu odliczałem, ile razy jeszcze będę musiał się z nimi mierzyć. Każde złe lądowanie to strata od 1 do kilku sekund, a przeciwnicy nie spali, więc cały czas było się czym przejmować, nawet na finałowym okrążeniu.

Czy obfite opady deszczu zostały Twoim sprzymierzeńcem?

Na mecie okazało się, że tak. Myślę jednak, że każdemu ta ulewa dała się mocno we znaki i już nie wystarczyło uważać na 3 hopkach by jakoś wylądować, ale na długości całej trasy redukując mocniej prędkość, inaczej pokonując zakręty – niby trasa ta sama, ale jechało się zupełnie inaczej. Popełniłbym jeden błąd więcej i to nie ze mną byłby dziś ten wywiad, bo Michau wbrew pozorom wcale nie był tak daleko.

Oprócz dwóch innych osób, które staneły na podium, kogo obawiałeś się najbardziej?

W sumie nikogo, bo Ci, których obawiałem się najbardziej stanęli obok mnie na pudle. Kto jak kto, ale Michau ma CCXR opanowanego lepiej ode mnie, a Ty Alanie w Veyronie SS także nie odpuszczałeś. Pozostali uczestnicy finału dość szybko pozostali z tyłu, a jako że jechałem z wyłączonymi nickami, to przewijał mi się na zmianę Twój SS (czasem filmującego finał Adama) z czarnym Koenem Micha.

Galapagos trochę odpuścił TDU, Cruz jeździł jak dla mnie niepewnie, Gruszmen zdecydował jechać bardziej rekreacyjnie niż wyścigowo, więc ewentualną niepewność mógł wzbudzić Szoko, który zaliczył naprawdę dobry występ, jednak nie na tyle rewelacyjny, by włączyć się do walki o zwycięstwo.

Co powiesz o formule Grozostrady 2 i o jej organizatorze? Czy podołał zadaniu i powtórzył sukces pierwszej edycji ?

Formuła Grozo 2 była bardzo zbliżona do tej, którą poznaliśmy już przy okazji pierwszej edycji i jak się okazało, sprawdziła się wybornie po raz drugi. Nie bez znaczenia dla zawziętości uczestników i dużego zainteresowania imprezą były wysokie nagrody, których pula przekroczyła 700 zł. Już za sam fakt dostania się i wystartowania w finale na graczy czekała nagroda, co bardzo motywowało ich do wytężonego wysiłku w walce o najlepszy czas. Pięć kwalifikacyjnych etapów to w sumie kilka tysięcy podejść i prób bicia rekordu – trudno o lepsze świadectwo. Dlatego korzystając z okazji raz jeszcze dziękuję Adamskiemu za tak przeprowadzone zawody i czekamy wszyscy na 3cią edycję, gdzie nagrodami będą: posiadłość pod Warszawą, prywatny samolot lub stała pensja na najbliższe 20 lat :)

 

Ze zwycięzcą Grozokonkursu 2 Siemkinsem rozmawiał Courius